Urodziłam się nad Bajkałem

Dzisiejsza książka jest jak balsam dla duszy 🙂 Ciepła, uspakajająca i mądra. To chyba wystarczająca rekomendacja 🙂 Ale ja opisze Wam jeszcze, co to za niesamowita autorka, której przyszło żyć w trudnych, powojennych czasach, gdzieś daleko na wschodzie Rosji… a dokładnie nad Bajkałem.

Bełła-Chan Skwarska to córka weterana wojennego- buddysty z książęcej, mongolskiej rodziny i jego żony cenionej lekarki. W 1968 roku autorka jako młoda dziewczyna trafia do Polski na festiwal Muzyki Współczesnej “Warszawska jesień”, tu poznaje swojego przyszłego męża. W 1973 roku przyjeżdża do Polski na stałe.

To tu zaczyna mieszkać, układa sobie życie. Nie odcina się jednak od swoich  korzeni i na szczęście w swojej książce przenosi nas w świat swojego dzieciństwa -do Buriacji. A Buriacja to miejsce niezwykłe i tajemnicze, gdzie kultura  mongolskich nomadów zderza się z rosyjską codziennością a buddyzm z szamanizmem.

Urodziłam się nad Bajkałem-książka

Ta mieszanka kultur, religii i postaci to właśnie kwintesencja tej książki. A wszystko to opisane z punktu widzenia inteligentnej i ciekawskiej sześciolatki. Bełła-Chan pokazuje nam jak żyło się nad Bajkałem.

Robi to w tak ciekawy i naturalny sposób, że książkę czyta się migiem. Zachwyca, nawet nie stylem, choć ten jest świetny, ale postaciami, które przewijają się przez życie bohaterki.

Wspomniany wcześniej tata, cudowny, ciepły, piękny człowiek, od którego nie tylko dzieci uczą się spokoju, medytacji, wyważonego podejścia do życia. To on – ojciec, jest postacią pierwszoplanową w życiu autorki. Nauki, wychowanie, styl życia jakie przekazał dzieciom Bełła-Chan opisuje w książce. I już dla samej filozofii ojca warto sięgnąć po tę pozycję. A jeszcze dodatkowo niekwestionowana królową tej powieści jest niania …

Bełła-Chan Skwarska

Prosta, pełna ciepła kobieta, która wprowadza w inteligenty dom pewną “równowagę”. Jej myśli, zachowania, przesądy i powiedzonka nadają książce humoru, klimatu i dalekowschodniej atmosfery. To ona parzy herbatę, gotuje, doba o dom, gniewa się, płacze, śmieje się i śpiewa. Wszyscy mimo jej prostoty ją bardzo szanują. I to w tej książce chyba największa wartość ! Można w niej wyczytać wszechobecny szacunek do innych.

Jest jeszcze matka autorki. Dla mnie, jak na powojenne czasy – kobieta niezwykła. Feministka wręcz, która kocha swoją rodzinę ale kocha również swoja pracę, bo to praca daje jej największą satysfakcję.

Piękna rodzina, piękna książka, przepełniona drobiazgami dzięki, którym dowiadujemy się jak płynie życie nad Bajkałem. Czytamy o świętach, tradycjach, religii i kuchni. To wszystko daje obraz, który śmiało można nazwać “podróżą nad Bajkał”. Bez nadęcia, bez sztuczności … tak po prostu.

Urodziłam się nad Bajkałem

Tata nauczył nianię czytać, ale ona nie chciała ćwiczyć i czytała gorzej ode mnie, sylabizując. Tata żartował z niej, że przeczytała trzy książki-elementarz, drugą i tamtą niebieską.

Tata w ogóle lubił żartować, nawet o poważnych rzeczach mówił w formie żartu. Był to specyficzny humor, z lekką ironią, używał przy tym różnych niezrozumiałych słów.

– Co ty smażysz Niusiu ?-pytał -Pachnie koncerogenami.

Niania nie wiedziała: dobre to czy złe, i jak zawsze wpadała w popłoch. Jakie koncerogeny? To kotlety, trzeba było kupić koncerogeny to bym je podsmażyła.

Pod jednym względem byłyśmy z nianią takie same; wszystkim i we wszystko, co do nas mówiono, prostodusznie wierzyłyśmy. Brat mimo surowego zakazu, nie mógł sobie odmówić przyjemności, by czasem nas nie nabrać. Potem było nam strasznie  przykro i niania pocieszała mnie i siebie, mówiąc, że jeśli ktoś nie umie przyjąć czegoś na wiarę, jest skazany na wieczne wątpliwości, co nie jest miłe Bogu. 

Niania znakomicie gotowała potrawy rosyjskie, a specem od kuchni burackiej był tata. 

Na śniadanie jedliśmy zazwyczaj litewski miód i jaja, buriackie placki-szanga i kaszę na śmietanie, nazywaną sałamat 

Pomyślałam więc, że choć książka jest pełna kulinarnych, rosyjskich inspiracji, które gotowała niania to jednak by poczuć  bajkalski klimat dziś przedstawię wam przepis na buriacką potrawę. Bardzo klasyczną i podawaną w domu autorki – sałamat lub szałamat to rodzaj kaszki na kwaśnej śmietanie. Ponieważ Buriaci byli ludem koczowniczym, a głównym ich zajęciem była hodowla bydła, zawsze mieli dość mleka i produktów mięsnych. Sałamt był pierwotnie przygotowywany z kwaśnej śmietany oraz mączki z wysuszonych korzeni roślin jadalnych, a później z mąki. Był codziennym, rytualnym daniem jakie gościło na buriackich stołach. To danie sięga czasów Czyngis -Chana. Jest zdrowe, proste i ugotować je może każdy; dosłownie gdyż ilość składników jest minimalna a stopień trudność żaden. Miłośników zdrowej, prostej kuchni zapraszam po

Przepis na sałamat

Sałamat

Składniki :

  • 80 g mąki pszennej razowej
  • 250 g kwaśnej  śmietany (18%)
  • 100 ml wody
  • sól

Do garnka wlewamy śmietanę. Powoli doprowadzamy do wrzenia. NA gotującą się śmietanę wsypujemy mąkę, sól i dodajemy wodę. Całość zagotowujemy do uzyskania konsystencji budyniu. Podajmy z solą i masłem lub na słodko z cukrem i owocami.

Smacznego

Sałamat-buriacka kasza Sałamat-buriacka kasza

Anna Tamto

Zobaczcie również :

Gorsze światy. Migawki z Europy Środkowo-Wschodniej/ Przepis na mamałygę

Syberyjski trans/ Przepis na łososia z czosnkiem niedźwiedzim

 

Ania Traczyk

Written by Ania Traczyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *