Twarze tajfunu

Filipiny – miejsce w którym wiatr bawi się w kotka i myszkę a dzieci nie maja ani szkoły ani domu. Bo Filipiny to również miejsce, które przeszło największy tajfun w historii tego regionu.

Podziwiam ludzi, którzy potrafią się uśmiechać w sytuacjach w których większość ludzi wybuchnęłaby  płaczem. Podziwiam tych, którzy uważają, że szczęście ciężko znaleźć … ale przecież można je nosić w sobie. Autorka jako wolontariuszka była najbliżej ofiar, cierpienia i gojenia ran. Stało się to dla niej codziennością i próbowała zrobić wszystko aby ta codzienność nabrała z powrotem jasnych barw. Nie zapomnę momentu w książce w którym autorka opisuje scenę urządzenia dzieciom przedstawienia. Prowizoryczne pacynki zrobione z drutów, worków i butelek gdyż akurat śmieci na wyspie była zastraszająca ilość. Dzieci zapominały chociaż na chwile o problemach. Śmiały się i to było najważniejsze. Wolontariuszki nie bez przyczyny traktowano jak anioły, które niosły ze sobą radość i nadzieje.

„Często przed snem, gdy zamykam oczy, marzę o tym, że mamy dom. Nie drewniany tylko taki prawdziwy. Widziałam takie w filmach”

Tragedia i bieda przewartościowała potrzeby i pragnienia ludzi. Marzenia, które dla nas ludzi mieszkających w miesicie, mogących zaspokoić swoje potrzeby bez większego problemu są zupełnie inne niż ludzi na Filipinach. Marzenia, czyli coś ciężkiego do zrealizowania a ulotne i nienamacalne marzenie to posiadanie domu.

Myśląc o książce, przez którą łzy cisną się do oczu, nie myślę o tanim romansidle czy o zwykłej  obyczajówce. Myślę o “Twarzach tajfunu” bo emocje jakie będą Wam towarzyszyć podczas jej czytania z pewnością dorównują dobremu filmowi dokumentalnemu.  Czytając zaczniemy doceniać nasze codzienne życie, będziemy wdzięczni za ciepły posiłek, miejsce do spania i obecność osób,  które nas kochają. Uwierzcie ! Dla niektórych to luksus, na który mało kogo stać.

Anna To

 


To osobista i bardzo emocjonalna książka o pracy wolontariuszki Małgorzaty Szumskiej na Filipinach. Pracy wymagającej i pełnej skrajnych emocji. Gdyby ktoś myślał, że praca z Filipińczykami po huraganie Yolanda to sposób na odwiedzenie tego pięknego kraju, to po przeczytaniu tej książki już będzie wiedział, że to błędne przekonanie. To wymagająca i odpowiedzialna praca, która i owszem daje dużą satysfakcję ale i pozostawia ślady w psychice. Ktoś doda -jak każdy wolontariat ! Tak, z tym, że różnica jest taka, że w tym przypadku autorka zmagała się dodatkowo z różnicami kulturowymi, językiem i klimatem. Cenię tę książkę za podtytuł, czyli osobiste poszukiwania szczęścia przez autorkę. Wnioski choć banalne dają jednak obraz uniwersalny : szczęście jest w nas 🙂

Twarze tajfunu   Twarze tajfunu

Książka momentami mną wstrząsnęła, dała do myślenia i uświadomiła ile to jest 10 metrów kwadratowych ! Bo takiej wielkości domy budowali na wyspie wolontariusze. Na takiej powierzchni miał się zmieścić dorobek całego życia, miały się zmieścić kilkunastoosobowe rodziny z małymi dziećmi ! Tej książki nie dało się czytać obojętnie, emocje dawały znaki ! To jeden z największych plusów tej pozycji .

Autorka po zaaklimatyzowaniu się na wyspie znała każde miejsce warte zatrzymania się na jedzenie 🙂 I słusznie bo jedzenie rzecz święta 🙂 Jej serce, duszę i żołądek skradł Ian i jego bar. Ian pochodził z Nowej Zelandii, gotował dla Filipińczyków więc ceny miał przystępne dzięki czemu niejeden z Filipińczyków choć raz mógł sobie pozwolić na jedzenie poza domem. Ian był też mistrzem w robieniu hash brownes… i dziś na cześć Iana,  i w pochwale dobrego jedzenia oczywiście, przepis na te pyszne placki.

hash browns  hash browns

Przepis na hash brownes

Składniki :

  • 1 kg ziemniaków
  • olej
  • masło
  • sól do smaku
      

Ziemniaki dokładnie myjemy, obieramy i ścieramy na tarce o grubych oczkach. Następnie starte ziemniaki umieszczamy w dużej misce, do której nalewamy zimnej wody. Dokładnie płuczemy ziemniaki, by wypłukać z nich skrobię. Płuczemy trzy razy.  Następnie porządnie odciskamy ziemniaki w ścierce lub na sicie . Jest to istotne, by ziemniaki  były “prawie suche”. Na gorącą patelnię wlewamy olej i trochę masła, wkładamy garść ziemniaków, dociskamy i smażymy do zarumienienia się placka ( ok 5 minut na wolnym ogniu) solimy i przekręcamy na drugą stronę.  Tak powstaje hash brownes .

Uwierzcie ! Nie jadłam nic pyszniejszego z ziemniaków ! Polecam jako odmianę placków ziemniaczanych.

Smacznego

hash browns  Twarze tajfunu

Anna Tamto

20
Ania Traczyk

Written by Ania Traczyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *