Menu świata Jacek Pałkiwicz

Tytuł dzisiejszej książki sugeruje, że świat to smaki, zapachy i jedzenie …. i słusznie 🙂 tak właśnie jest.

Zwiedzając świat, aby go zrozumieć musimy go smakować.

I choć byśmy byli na nie wiadomo jakiej diecie, choć coś by nie było fit, albo było “nie daj boże”  z glutenem, to poznając dany region trudno zrozumieć ludzi, nie smakując tego co gotują.

I o tym właśnie jest ta książka – o poznawaniu ekstremalnych, czasem niebezpiecznych zakątków świata poprzez nietypowe dla nas jedzenie.

Menu świata -książka

“Menu świata” to zbór migawek z podróży  Jacka Pałkiewicza, w dość nietypowe i mało turystyczne miejsca. Każda z tych opowieści natomiast zwieńczona jest dość nietypową, ekstremalną wręcz potrawą, którą to bohaterowie zostali poczęstowani  przez miejscowych.

Jak wiecie nie jedno już w życiu czytałam 🙂 może niewiele podróżowałam, ale jak się okazuje po przeczytaniu tej  książki, w zasadzie nie jadłam nic … nic co byłoby ekstremalne … i szczerze mówiąc… nie żałuję.

Choć jeśli przyjdzie taki dzień, że ktoś mnie poczęstuje balutem czyli odrażającym przysmakiem azjatyckim, równie popularnym w Azji jak u nas hot-dog …. to właśnie wtedy okaże się jak mocno pragnę poznać kulturę danego regionu 🙂 i zjeść jajko, w którym nie zdążyło uformować się jeszcze pisklę.

Dużą wartością książki, prócz opisywanych przygód, jest pokazanie przez autora sposobu na podróżowanie, bez wygód i hoteli, bez plaży i parawanów …choć nie jestem naiwna i wiem, że za olbrzymią kasę.

Jednak taki sposób na wakacje, to coś, co jest mi bliskie i wyprawa z Jackiem Pałkiewiczem na pewno byłaby przygodą mojego życia. Zresztą pojechanie do Turkmenistanu  bez autora też by mnie usatysfakcjonowało 😉

Jacek Pałkiewicz "Menu świata"

Co jeszcze uświadamia nam ta książka ? Że najważniejszy jest punkt odniesienia !

To co dla nas obrzydliwe, dla innych jest przysmakiem. To co dla nas jest pyszne, inne narody nawet nie posmakują. Kuchnia lokalna zawsze związana jest z religią, kulturą tradycjami i klimatem. Lubicie flaczki ? Ja uwielbiam ….to z jakiego powodu miałabym nie posmakować ulubionych przez Tony Halika  byczych jąder ? Albo koniny ? Krzywicie się … a pewnie dziś na grillu zrobicie kaszankę 🙂

Dzięki tej książce odwiedzamy kulinarnie kilka nietypowych miejsc : Syberię , Kamczatkę, Mongolię, Turkmenistan, amazońską dżunglę, Laos, Wietnam… dowiadujemy się jak autor smakował renifera, łososia, myszy, psa, świnki morskiej, różnorakich larw czy byczych ogonów 🙂

To bardzo ciekawe doświadczenie .Wszystko w jednej książce ! Dla jednych to wada, dla innych zaleta 🙂 Prosty język ale za to świetne fotografie. Książkę czyta się szybko, lekko, z uśmiechem  i obrzydzeniem, ….czyli jest całkiem ciekawie. Bo rozmaitości kulinarne z różnych szerokości geograficznych skrajnie odbiegają od norm europejskich.

Menu świata

I jeśli wam się wydaje, że bardzo łatwo było wybrać potrawę do dzisiejszego wpisu … to jesteście w błędzie 🙂 Bo najmniej ekstremalny był renifer… ale gulasz z renifera już był na blogu i łosoś, który też już gościł przy okazji “Syberyjskiego transu”.

Czytałam więc i zastanawiałam się skąd wziąć byczy ogon, aż tu nagle natrafiłam na rozdział o Laosie. I to był strzał w dziesiątkę, gdyż prócz wspomnianego wcześniej balutu bohaterowie tego rozdziału byli podejmowani innymi potrawami 🙂 Między innymi laabem lub larbem jak kto woli. Czyli laotańską sałatką z mielonej ryby zakwaszoną limonką z dodatkiem mięty.  Potrawa wydała mi się bardzo ciekawa, letnia i godna polecenia. Zapraszam więc po przepis.

Przepis na laotański larb

Przepis na laotański larb

Składniki :

  • 350 g dowolnej ryby ( u mnie filet z dorsza)
  • 3 łyżki drobno posiekanej młodej cebuli
  • 1 łyżka oleju
  • 2 ząbki drobno posiekanego czosnku
  • drobno posiekane zielone i czerwone chili – ilość według uznania, im więcej tym bardziej laotański smak
  • 1 łyżka posiekanego świeżego imbiru
  • ½ łyżki sosu ostrygowego
  • ½ łyżki sosu rybnego
  • 1  łyżka soku z limonki
  • ½ szklanki świeżych liści mięty
  • ¼ szklanki świeżych liści kolendry
  • szczypta brązowego cukru lub cukru palmowego
  • prażony ryż rozdrobniony w moździerzu (3 łyżki  )
larb laap prażony ryż

Rozgrzej na wooku łyżkę oleju, dodaj zmielone mięso ryby i smaż na dużym ogniu. Po 5 minutach dodaj cebulę, czosnek, chili i imbir i smaż dalej przez 3 minuty. Sok z limonki wymieszaj z sosem ostrygowym, rybnym i brązowym cukrem i dodaj do podsmażonego mięsa. Smaż jeszcze minutę, następnie zdejmij z ognia, dodaj świeżą miętę i kolendrę i dokładnie wymieszaj. Dodaj prażony ryż. Podawaj na gorąco z kleistym ryżem lub na zimno jako przystawkę. Ja podałam laab jako przystawkę 🙂 Ta sałatka to letni hit …polecam

 laotański larb  laotański larb

Smacznego

Anna Tamto 

zobaczcie również :

Kierunek Północ/ Przepis na gulasz z renifera

Syberyjski trans/ Przepis na łososia z czosnkiem niedźwiedzim

 

Ania Traczyk

Written by Ania Traczyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *