“Hen. Na północy Norwegii” Ilona Wiśniewska /Przepis na Vafler med Brunost

Hen Hen/Przepis na Vafler med Brunost

Ten norweski koniec świata staje się częścią naszej historii, opowieścią o nas.

Zwykłe, niezwykłe życie w Finmarku – najsłabiej zaludnionym i niedostępnym miejscu w Norwegii. Możemy dopatrywać się wielu wad w zamieszkiwaniu tak nieprzyjaznego rejonu. Zimny klimat, niewielu mieszkańców, większa ilość reniferów niż ludzi, a przede wszystkim przestrzeń  i przytłaczająca wręcz cisza. Dla laików i osób rozpoczynających czytanie książki Ilony Wiśniewskiej Finmark może się wydawać końcem świata a jego mieszkańcy dziwnymi przybyszami  z innej planety – ale to właśnie jest ich życie. Ilona Wiśniewska pokazuję, że tak „zwyczajne” życie jest czymś zupełnie wyjątkowym i wartym zrozumienia bo historie życia w tej książce opowiedziane zaciekawią każdego.

Mieszkańcy północy mają nieco inne priorytety, nieco inne zwyczaje i tylko nieco inne zajęcia 🙂 Książka wprowadza nas w niezwykły nastrój. Jest naprawę klimatyczna i wciągająca ! Długo po odłożeniu książki jej zawartość ze mną została. Przesiąknięta surowością, swego rodzaju smutkiem i szarością – bo ten kolor właśnie na początku lektury był dla mnie nieodłącznym elementem, kiedy tylko myślałam o “Hen”. Autorka poprzez tak obrazowe opisy miejsc, różnych od tych, które widzimy na co dzień i poprzez życiorysy ludzi z niesamowitymi historiami i wspomnieniami powoduje, że nie sposób opędzić się od myśli, aby wybrać się na północ Norwegii. Porusza naszą wyobraźnie. Sprawia, że czujemy zimny powiew wiatru smagającego nasze policzki , sprawia, że słyszymy trzeszczące lodowce.

Polecam tą książkę wszystkim którzy szukają czegoś więcej w prostocie …

Anna To


Jak ja się cieszę, że trafiłam na tę książkę 🙂 I cieszę się bardzo, że czytałam ją będąc po raz kolejny na północy 🙂 To jednak bezcenne czytać o regionie będąc właśnie tam- Hen na północy – bo “Hen.Na północy Norwegii ” Ilony Wiśniewskiej przedstawia nam określoną tylko grupę mieszkańców Norwegii, a mianowicie ludność zamieszkującą dziewiczą, surową i piękną zarazem  północ kraju. Książka ta nie opisuje  wielkich miast, fiordów czy atrakcji  Norwegii ale ukazuje nam obraz peryferii  Norwegii. Wymarłe, pozostawione same sobie miejscowość gdzieś, gdzie nikt nie dojeżdża. Świetny reportaż dający obraz inny, niż nasze ogólne wyobrażenia o kraju mlekiem i miodem płynącym, gdzie każdy człowiek jest szczęśliwy. Otóż nie ! Nie każdy jest szczęśliwy, nie każdy Norweg jest wyrozumiały i tolerancyjny ! Autorka w świetny i dostępny sposób ukazuje nam Norwegię północną, jej potworną wojenną historię, ciężką „norwegizację” rdzennej ludności północy. Daje to obraz prawdziwego kraju a nie tylko „pocztówkowej Norwegii, gdzie fiordy jedzą z ręki” . Finnmark bo o tym regionie jest ta książka, to największy i najrzadziej zaludniony teren Norwegii. Tam  przenikają się kultury- lapońska, fińska, rosyjska i norweska. Polubiłam Iberta Amundsena – jednego z bohaterów książki, jego niedostępność, uwielbienie samotność i miłość do żony. Dla niego, Finnmark to  ludzie, ryby i renifery, to skalne wybrzeże, morze, zimne lato, surowa zima i wiatr, wiatr który jak nasz halny powoduje zmiany świadomość i mąci psychikę. Autorka mierzy się w tej książce z tym z czego Norwegowie nie są dumni, czyli z ich podejściem do ludzi północy ! Bardzo to ciekawy i nurtujący temat, dla którego warto przeczytać tę pozycję. Otwiera oczy na wiele spraw o podłożu narodowościowym.

„Słowo „Hen” w norweskim jak i w polskim, odnosi się do odległości, tyle że tutaj to może być równie dobrze po drugiej stronie globu, jak i za rogiem. Hen to równocześnie daleko i blisko”

Surowy klimat i morze 🙂 a jak życie z morza, to oczywiście przetwórnie ryb, które do niedawna stanowiły główne miejsce pracy na wybrzeżu. Taki był krajobraz tego regionu. Jak opisuje autorka w przetwórniach patroszono ryby, rozplątywano sieci, montowano haczyki przy nieodłącznej na Północy kawie i Vafler med Brunost czyli gumowatych gofrach z brązowym serem. Dziś więc przepis na Vafler med Brunost bo Vafler med Brunost to Bardzo popularna przekąska w północnej Norwegii.

Zapraszam

brunost brunost -słodki, "krówkowy" smak

Zanim zacznę przepis chciałbym wam przybliżyć trochę skład tej potrawy 🙂 Gofry to wiadomo …. Norweskie muszą być „serduszkowe” i kapciowate czyli upieczone w gofrownicy o małej mocy, ale ser …. No właśnie ten ser to kwintesencja smaku tej potrawy. Pierwszy raz spróbowałam tego sera jakieś 18 lat temu jak pierwszy raz byłam w Norwegii i zakochałam się w tym smaku. Zawsze jak jestem bądź to w Norwegii, bądź to blisko Norwegii bo można go też kupić w szwedzkich supermarketach, to nie mogę się opanować -Kupuje i delektuje się. Osoby lubiące sery a spodziewające się typowego serowego smaku mogą być zaskoczone lub nawet zawiedzione . Brunost jest, proszę państwa- słodki, z wyjątkową nutką karmelu i kojarzy się cukierkami krówkami.
Proces produkcji tego sera  sprawia, że jego wygląd, konsystencja i smak są tak niepowtarzalne. Podczas gdy większość serów wytwarzana jest ze zsiadłego mleka, norweski brunost powstaje z serwatki czyli produktu ubocznego wytwarzanego przy produkcji tradycyjnego sera. Do serwatki dodaje się mleko, a następnie śmietanę i gotuje przez kilka godzin tak, aby woda wyparowała. Zawarta w mleku laktoza krystalizuje się, mieszanka gęstnieje i zamienia się w karmel, który nadaje serowi charakterystycznego koloru, zapachu i słodkiego smaku. Obecnie najpopularniejszym brązowym serem jest Gudbrandsdalost.
Nazwa tego sera pochodzi od doliny Gudbrandsdalen, która zasłynęła jako miejsce powstania brunosta. Przepis opracowany został ponad 140 lat temu na podstawie domowej receptury mleczarki Anne Håv, która w połowie XIX wieku zaczęła przyrządzać tłusty brązowy ser podobny do tego, który obecnie można kupić w Norwegii.

Vafler med Brunost Vafler med Brunost

Przepis na Vafler med Brunost

  • Mąka 1/2 kg
  • Mleko ok 2 szklanki
  • Cukier waniliowy
  • 2 jaka
  • Ser Gudbrandsdalen
  • Żurawina

W naczyniu mieszamy składniki na gofry : mąką, cukier, mleko i jajka tak by powstał ciasto odrobinę gęstsze niż na naleśniki. Następnie pieczmy gofry w gofrownicy. Na jeszcze ciepłe gofry kładziemy ser i żurawinę . Podajemy z kawą tak by było jak najbardziej “po norwesku”

  

bon appetit

Anna Tamto

Ania Traczyk

Written by Ania Traczyk

2 komentarze

Ania Traczyk

Hmm… myślę, że przyczyną może być długość pieczenia w gofronicy, te gofry wymagają cierpliwości, trzeba je dość długo piec na niskiej mocy.
Pozdrawiam

Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *