Białe. Zimna wyspa Spitsbergen/Przepis na pinnekjøtt

Białe. Zimna wyspa Spitsbergen   Białe. Zimna wyspa Spitsbergen

To wprost nie do uwierzenia  jak ta książka wpłynęła na moją wyobraźnie. Otwierając ją za każdym razem czułam się jakbym wciskała przycisk „world off” w mojej głowie.

Zapominałam o wszystkim i dałam się zawieźć na Spitsbergen.  Z całej książki najbardziej urzekł mnie opis nocy polarnej, którego się spodziewałam i jednoczesnej nie mogłam doczekać. Takie przeżycia ciężko ubrać w słowa .. a jednak Ilonie Wiśniewskiej się to udało. „ Pierwsza noc polarna to najlepszy sprawdzian tego, czy ktoś nadaje się, by tu mieszkać”. Bądź co bądź,  jak przetrwa się bez światła dziennego to przetrwa się wszystko 🙂 Ukazanie ekscytacji związanych z oczekiwaniem na noc polarną ale jednocześnie oczekiwanie niewypowiedzianego strachu jest niesamowite. Autorce udało się to zawrzeć na kartkach tej książki .

Zimna wyspa Spitsbergen właśnie taka jest – budzi sprzeczne emocje. Fascynuje i przeraża, zachwyca ale i odstrasza.  Miejsce gdzie w lato jest ciemno i zimno a w zimie jeszcze ciemniej i jeszcze zimniej to nie jest dobry temat na książkę. A jednak się udało.  Nie brzmi zachęcająco ? Szczęście można odnaleźć nawet w największej ciemności. W towarzystwie zawartych w tej książce historii i ludzi przekonałam się, że ciemność może być całkiem przyjemna 😉

Białe. Zimna wyspa Spitsbergen

Dzięki tej książce zrozumiecie, że czytanie jest niczym piękny sen z otwartymi oczyma 😉

Anna To


Ilona Wiśniewska zabiera nas na Spitsbergen, największą wyspę archipelagu Svalbard. Moje podróżnicze marzenie. Dlatego też sięgałam po tę książkę wiedząc, że co bym nie przeczytała to i tak będę zachwycona. I choć się nie rozczarowałam, i choć przeczytałam tę książkę jednym tchem, i choć zdawałoby się, że to miejsce skrajnie nieprzyjazne dla człowieka, to i w książce i w archipelagu Svalbard jest coś magnetycznego i niesamowitego. Coś, co przyciąga podróżników z całego świata. Ale nie tylko podróżników,  mieszkają tu bowiem  Skandynawowie i Rosjanie,  Tajowie , Meksykanie i…  Polacy.

Autorka pokazuje nam historię wyspy, życie poszczególnych ludzi,  które niejednokrotnie jest fascynujące. Poznajemy bardzo ciekawe miasteczko Rosjan-Piramidę. Dowiadujemy  się dużo o historii polskiej bazy naukowej, jak również tego, że na wyspie nie ma kotów a poza miasto nie wychodzi się bez broni. Ta lektura to świetny reportaż o życiu albo w dzień, albo w nocy 🙂 bowiem dzień trwa tam pół roku a następne pół roku je się śniadanie przy świecach 😉

To reportaż o życiu w tak dziwnym i zniewalającym miejscu, że trudno się od tej książki oderwać. Jeśli dodatkowo ktoś lubi klimaty północne to idealna książka na świąteczny, zimowy czas. Czytając ją już wiedziałam, że Spitsbergen albo się kocha albo nienawidzi. Jest jeden warunek -trzeba tam pojechać ! I książka Ilony Wiśniewskiej do tego stopnia mnie zainspirowała, że zaczęłam szukać biletów do Longyearbyen.

“Kończy się sezon, ale zaczynają się polowania, które na Spitsbergenie są naturalnym sposobem rodzinnego spędzania czasu. Poprzez myślistwo uczy się dzieci szacunku do natury. Tutaj wszyscy jedzą mięso, więc dzieciom od najmłodszych lat pokazuje się skąd ono pochodzi…Z mięsa przyrządzi się pinnekjøtt , tradycyjną potrawę wigilijną -suszone mięso, duszone na brzozowych potyczkach do której używa się jagnięciny lub od biedy renifer też się nada…”

Z uwagi na nadchodzącą Wigilię dziś w ramach poszerzania horyzontów norweska potrawa wigilijna :)… pinnekjøtt. Bo najuroczyściej w Norwegii obchodzi się właśnie Wigilię. Ok. godz. 17.00 w wieczór wigilijny  zaczynają bić dzwony kościelne, obwieszczając początek Świąt Bożego Narodzenia. Wiele rodzin udaje się wtedy do kościoła na modlitwę. Większość Norwegów zasiada tego dnia do uroczystej kolacji, której głównym daniem są pinnekjøtt – solone jagnięce żeberka 🙂

Przepis na  pinnekjøtt:

Składniki

  • Suszone, solone żeberka baranie lub w mojej wersji jagnięce kotleciki
  • sól
  • brzozowe deseczki
  • brukiew
  • ziemniaki
  • kiełbasa parówkowa
  • żurawina
  • gałązki rozmarynu
      

W tradycyjnej potrawie z baranich, suszonych żeberek mięso trzeba namoczyć w wodzie przez ok. 24-36 godzin w miedzy czasie zmieniając wodę). Jeśli macie suszone solone mięso to należy pamiętać,że im krócej będzie się moczyło tym bardziej słony będzie nasz pinnekjøtt. W dniu, kiedy przygotowujecie potrawę do dużego garnka trzeba wrzucić patyki i zalać wodą do połowy.

Na wierzchu ułożyć żebra pocięte w małe kawałki lub w całości  i gotować na wolnym ogniu pod przykryciem przez ok. 3 godziny aż do momentu gdy mięso będzie miękkie. Następnie wkładamy je do piekarnika i opiekamy ok 15-20 minut.  Tradycyjnie pinnekjøtt podaje się z gotowanymi ziemniakami i purée z brukwi. W mojej wersji kotleciki baranie nasoliłam i poleżały w soli ok 12 godzin. Dalej postępowałam tak samo jak w pierwotnym przepisie. 

Mięso zadziwiająco smaczne, pachnące lasem i naturą, miękkie i aromatyczne. Polecam

pinnekjøtt pinnekjøtt

Smacznego

Anna Tamto

grudzień 2016

 

 

Ania Grendzińska

Written by Ania Grendzińska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *